WIERZĘ W ŻYCIE POZAZIMOWE

IMG_0400 (960x640)

Grudniu! Moja miłość do Ciebie jest tak ogromna, że już pierwszego dnia Twego panowania uroczyście padłam Ci do stóp. Chodnik mi świadkiem. Znów przez dziewiętnaście sekund byłam kobietą upadłą. A miałam nie.

Przez moment oszukiwałam się, że w tym roku będzie inaczej, że no wiesz, choć mój nos skutecznie przekreśla szanse na zdobycie tytułu Miss Universe, to w tych swoich nowoczesnych kozakach i puchowej kurtce będę lśnić na dzielni, że homo sapiens będą dla mnie skręcać karki. I proszę Państwa, ja się już nie toczę jak co sezon, miałabym im wtedy rzec – że zrezygnowałam z warstw siedmiu na rzecz designu oraz dobrego smaku. Zgodnie jednak, ja i ty uznaliśmy, że zimą to fashionistki raczej ze mnie nie będzie. No chyba że czerwone lico i smarki uznać za element stylizacji. Ostatecznie przecież nie takie rzeczy robiło się w imię mody. Trudno być damą. A zimą to już w ogóle.

Drogi Grudniu! Wstałam dziś z łóżka. Wczoraj dopisałabym: i właściwie to by było na tyle. Dziś postanowiłam się jednak z Tobą zaprzyjaźnić. Co prawda wybrakowana ze mnie łania, bo z fioletowo-żółtym siniakiem na kończynie dolnej, ale mam w zanadrzu kilka atutów, więc z pewnością dobijemy targu.

Na początek proponuję grzane wino.

U mnie, czy u Ciebie?