No więc stało się. Może nie słowo ciałem, ale lato równie godnie oznajmiło swą obecność. Słońce odsłoniło ramiona pięknych dziewczyn, okulary skryły pod oczami cienie. Szczęście można kupić w dyskoncie już za cztery złote i na kilogramy. Szatan zstąpił z piekieł i wozi się komunikacją miejską pod postacią co trzeciego Polaka. Na ulicę wyszedł entuzjazm i wypełzł cellulit. Na krótką chwilę do naszych słowników wkroczyła wolność.
I znowu jest lipiec – łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Nie wiadomo, jak najlepiej je przeżyć. Iść przed siebie, albo może zostać w domu i siedzieć przy szeroko otwartym oknie, tak żeby ciepłe powietrze, nasycone dźwiękami lata, weszło do pokoju i zmieszało się z książkami, z ideami, z metaforami, z naszym oddechem. (A.Zagajewski)
Lato. Byle łza rozpuszcza na rzęsach tusz.
Rimmel mnie okłamał.


