Ślęża. Jeden z najpopularniejszych celów weekendowych wszystkich mieszkańców Wrocławia. Jeśli spędzać wolny czas za miastem – to tylko tam.
Dla mnie Sobótka ma dodatkowo wartość sentymentalną, bo to właśnie tutaj, u podnóża Ślęży rozgrywały się niektóre sceny Panny Nikt, powieści Tomka Tryzny (zekranizowanej później przez Andrzeja Wajdę) – jednej z moich ulubionych książek. Poza tym to w tym miasteczku, noszącym znamiona przegranej z postępem, byliśmy na pierwszej wycieczce szkolnej w liceum. A po niej wiele rzeczy nabrało rumieńców.
Dziś wybraliśmy się tam po raz kolejny, w związku z czym przywiozłam przydatną wskazówkę – oczywisty atrybut szafiarskich podróży:
Koniecznie wybierajcie do lasu kunsztowne outfity. Nie tylko, jeśli chcecie spotkać na szlaku miłość i przybić jej piątkę. Bo może akurat planujecie też zejście złą drogą, by na dole zorientować się, że jesteście po jednej stronie góry, a wasze auto dokładnie po tej drugiej, 15 km dalej. I wtedy moi drodzy, to trzeba się jednak jakoś prezentować, by ktoś zechciał w ogóle podrzucić Was na rzeczony parking.
Wspominałam kiedyś, jakie to fajne uczucie robić coś po raz pierwszy. No więc, gdyby mój pies prowadził swój pamiętnik, w miejscu z dzisiejszą datą zapisałby: Pierwszy raz jechałem stopem. Elvis.
A nie mówiłam, że życie zaczyna być spoko, zaraz po tym, jak przekroczy się próg własnego mieszkania?











