CREME DE LA CREME

12

Kiedyś mówiłyśmy: tylko rób tak, żeby nie było dziecka. Dziś tylko: do twarzy mi w hefe, kiedy on robi fotkę #aftersex.

Skończyłam 27 lat, mentalnie miewam czasem dwanaście, choć już od dawna nikt nie woła za mną: ej laska, spadła ci podpaska. Swego czasu był to letni chamski podryw (gimby nie znajo), był to zły twór, ale co mogliśmy wiedzieć wtedy o miłości?

Spędzaliśmy wakacje w Przasnyszu, Wąchocku lub innym wypizdowie, z dala od rodziców, cywilizacji i problemów. Bawiliśmy się niewąsko, kolekcjonowaliśmy piękne przeżycia i robiliśmy rzeczy, o których wypada raczej milczeć.

A dziś? Nie ma już dla nas ratunku.

A już na pewno nie dla mnie. Wczoraj upadłam na głowę i umyłam balkon, do którego nikt z domostwa przez długie lata się nie przyznawał (w psychologii nazywają to wyparciem). Sprytnie omijaliśmy wzrokiem przestrzeń pomiędzy kuchnią a salonem, która jednocześnie uchodziła za garderobę, piwnicę, spiżarnię oraz OIOM dla niepełnosprawnych kwiatków. Jeszcze ze trzy miesiące, a powstałby i podjazd dla karetek ustawiony ze znoszonego obuwia. Palahniuk nawołuje, by nie umierać, mając na nogach tanie buty (Potępieni), a my bardzo do serca bierzemy sobie jego porady.

No więc skończyłam 27 lat i tak się złożyło, że od wczoraj jestem kobietą upadłą.

Bywa przecież i tak.

Fot.r.s